Rozdział 7

Czy rodowód jest dla snobów? Czyli hodowle i pseudohodowle

Każdy kot potrzebuje miłości – zarówno ten ze schroniska, jak i ten z hodowli. Wiele osób twierdzi, że nieetycznym jest kupowanie kota, skoro jest tyle bezdomnych zwierząt. Jako opiekunki kotów po przejściach polecamy taką adopcję – również ze względu na ogrom radości i satysfakcji, którą daje ludziom. Niemniej nie jest tak, że koty rasowe są tylko dla snobów. Są sytuacje, w których kot rasowy jest wyborem wartym rozważenia.

 

Kot rasowy

Jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z kotem lub masz dość specyficzny tryb życia, który będzie wpływał na Twoje relacje ze zwierzęciem – wybór kota z hodowli może okazać się dobrym pomysłem.

Przede wszystkim dlatego, że każda rasa ma określony zestaw cech zgodny z tzw. wzorcem rasy. Nie tylko chodzi o cechy wyglądu, o wiele istotniejsze są różnice charakteru i temperamentu. Brytyjczyki są łagodne, nieco leniwe i „niskopienne”, ale nie lubią zmian w swoim otoczeniu. W domu, przez który przewijają się co chwilę inni znajomi, gdzie co roku zmienia się aranżacja wnętrz, brytyjczyk będzie się męczył. Syjamy to z kolei wcielenie żywiołowości oraz gadatliwości i towarzyskości. Jeśli zatem przez długi czas przebywasz poza domem, to syjam raczej nie jest kotem dla Ciebie.

 

Nasze życie z kotami zaczęliśmy od zaproszenia do domu kotki brytyjskiej. To ona nauczyła nas kocich reguł gry, a jej niezwykle łagodny charakter pozwalał wybaczać wszystkie błędy, które popełniliśmy. Bardzo istotne było także wsparcie hodowców w pierwszym roku życia kotki. Konsultowaliśmy z nimi każdą istotną decyzję.

 

Jednak coś za coś. Utrwalanie się w wyniku selekcji cech pożądanych oznacza jednocześnie utrwalanie się wad genetycznych. Każda rasa ma także inną podatność na choroby. Najzdrowsze są dachowce, ponieważ geny krzyżują się u nich w bardzo swobodny sposób, a matka natura dba, by dobór ten był optymalny. W przypadku kotów rasowych o doborze decyduje człowiek, często dochodzi do krzyżowania się w bardzo wąskim kręgu osobników. Koty abisyńskie są bardziej podatne na przewlekłą niewydolność nerek, a perskie – na kardiomiopatię przerostową. Oczywiście nie oznacza to, że choroby te na pewno wystąpią. Trzeba jednak pamiętać, że statystycznie ryzyko jest wyższe niż u innych ras czy u dachowców.

 

By jednak mieć pewność, że kupowany w hodowli kot będzie miał te cechy, których oczekujesz, musi to być hodowla legalna, stosująca się do międzynarodowych standardów. Tylko taka hodowla może wydać Ci rodowód, który dokumentuje pochodzenie kota i jest swego rodzaju gwarancją jego zgodności z wzorcem rasy. Oprócz rodowodu otrzymasz umowę oraz książeczkę zdrowia – kocięta w momencie opuszczenia hodowli powinny mieć już za sobą dwa szczepienia.

 

Zapamiętaj! Kot rasowy bez rodowodu nie istnieje! Bez „papierów” jest takim samym kotem jak tysiące innych w schroniskach.

 

Pseudohodowle

Skąd w ogóle pojawiło się zjawisko kotów „rasowych” bez rodowodu? Niestety, z ludzkiego skąpstwa. Jeden człowiek chce mieć kota rasowego, ale nie wyobraża sobie, by płacić za niego powyżej 1500 złotych (cena zależy od kilku czynników, głównie od rasy oraz od tego, jak bardzo utytułowani są przodkowie kociaka). Drugi człowiek widzi w tej potrzebie rynku swój interes i sprzedaje kocięta po niższych cenach, ale tnąc wszelkie możliwe koszty.

Nie chodzi tu nawet o brak opłacania składek za przynależność do odpowiednich zrzeszeń hodowców oraz o brak odprowadzania podatków od sprzedaży. Koty z pseudohodowli są często niedożywione, ponieważ karmi się je najtańszymi karmami. Nie mają zapewnionej odpowiedniej opieki weterynaryjnej. Ich przestrzeń życiowa ograniczona jest do jednego kojca albo małego pomieszczenia, w którym tuż obok siebie stoją miski z jedzeniem i wodą, kuweta i legowisko. To może powodować zaburzenia behawioralne. Podobne problemy generować będzie też brak odpowiedniej socjalizacji kociąt z człowiekiem – a ta jest niemożliwa, kiedy kocięta są zamknięte w izolowanym pomieszczeniu i jest ich zbyt wiele, by hodowca mógł poświęcić im choć trochę czasu.

Kotki w pseudohodowli zmuszane są do rodzenia praktycznie cały czas. Biznes musi się przecież kręcić. Żeby sprzedać tanio, trzeba wyprodukować dużo. Tym w istocie są kotki z pseudohowli – maszynami do rodzenia. Kiedy się „popsują”, bez sentymentów wymieniane są na inne.

Kolejną fatalną praktyką pseudohodowli jest krycie wsobne. Oznacza to po prostu krzyżowanie kotki z kocurem, który może być jej ojcem, bratem, synem. Tak mała pula genów daje prawie pewność wystąpienia różnego rodzaju schorzeń i wad. Pseudohodowcy robią to dlatego, że za każdą wizytę kocura rasowego z innej hodowli trzeba płacić. A istotą pseudohodowli jest maksymalne ścięcie kosztów, by przy niższej cenie dla klienta zarobek pseudohodowcy pozostał wysoki. I to jest główny powód, dla którego nie dostaniesz z takiego miejsca rodowodu – byłby on jedynie zapisem patologii, jaka miała miejsce.

Kocięta często zabierane są matkom przed osiągnięciem pełnej odporności immunologicznej oraz stabilności emocjonalnej. Utrzymywanie kociąt to koszt, więc pseudohodowca z przyjemnością przerzuci go na klienta pod hasłem „będziecie szybciej cieszyć się swoją puchatą kuleczką”. Kłopoty zdrowotne i behawioralne zwykle wychodzą na jaw nieco później, ale pseudohodowca umywa wtedy ręce.

 

Rodowód       

Rodowód nie jest papierkiem dla snobów. To poświadczenie, że do kilku (w Polskim Związku Felinolologicznym do pięciu) pokoleń wstecz nie doszło do krzyżowania się wsobnego. To także poświadczenie, że hodowca jest zarejestrowany w oficjalnym związku hodowców i spełnia wszystkie szczegółowe standardy dla hodowli kotów określone przez międzynarodową społeczność i dość rygorystycznie egzekwowane.

Dotyczy to jednak jedynie rodowodów wydawanych przez hodowców stowarzyszonych w oficjalnych federacjach felinologicznych. Niestety, w ostatnich latach, wielu pseudohodowców zaczęło zakładać stowarzyszenia i kluby – które nie są nadzorowane i nie spełniają żadnych standardów. „Rodowody” wydawane przez pseudohodowców zrzeszonych w takich organizacjach nie mają żadnej wartości, ponieważ można wpisać do nich wszystko.

 

Obecnie w Polsce hodowcy mogą rejestrować się w kilku oficjalnych stowarzyszeniach:

- Felis Polonia – podlega pod Międzynarodową Federację Felinologiczną (FIFe)

- Polski Związek Felinologiczny

- Stowarzyszenie Hodowców Kotów

- Stowarzyszenie Koty Rasowe

Trzy ostatnie podlegają pod World Cat Federation (WCF).

Wszystkie legalne organizacje działają w ramach World Cat Congress (WCC). Ich aktualną listę można sprawdzić tutaj - klik.

 

Rodowód daje Ci pewność, że:

  • kot będzie miał te cechy, których oczekujesz od swojego nowego przyjaciela,
  • jego przodkowie nie byli ze sobą spokrewnieni,
  • został prawidłowo wychowany przez matkę i zsocjalizowany przez ludzi – tego zapisu wprawdzie nie znajdziesz w dokumencie, jednak hodowca może zostać wykluczony ze związku, jeśli nie spełnia wymogów.

Jeśli kupujemy w hodowli kociaka „na kolanka" – czyli nie do wystawiania i do dalszego rozrodu – może zdarzyć się, że hodowca wyda kupującemu kserokopię rodowodu, a oryginał dopiero wtedy, kiedy kot zostanie wykastrowany.

Czasem pseudohodowcy brak rodowodu tłumaczą tym, że chcą zapewnić kupującemu jak najniższą cenę, a wydanie rodowodu jest odpłatne. Owszem, jest. Ale kosztuje ok. 50 zł. Uwierz: powodem braku rodowodu nie jest koszt jego wyrobienia, a to, że pseudohodowca po prostu nie spełnia standardów wymaganych do jego wydania.

 

Nie popieraj rozmnażalni, nie dokładaj biedy kociej (pseudohodowle, domowe kotki)

RASOWY = RODOWODOWY

 

Cartina z forum.miau.pl napisała:

To jest bardzo trudny temat i wart tego, żeby go dogłębnie przedyskutować.
Wiadomo, że kupiony kociak nie jest ani gorszy, ani winny temu, że został powołany do życia na handel. Wiadomo, że taki kociak zasługuje na dobry dom, tak samo, jak każdy inny kot.
Nie w tym tkwi jednak problem. Uratowanie jednego kotka od handlarza jest działaniem krótkowzrocznym i szkodliwym. Wystarczy z targowiska żywym towarem przespacerować się do najbliższego schroniska i tam znajdzie się na pewno taki sam, albo jeszcze biedniejszy kociak, który też czeka na dom. Dlaczego nie uratować tamtego kotka? Jeśli ktoś zdecyduje się na kupno kociaka od rozmnażacza, nie da domu innemu kociakowi ze schroniska lub innego miejsca powolnej zagłady, czyli tego innego kociaka skaże na śmierć.
Argument, że w ten sposób uratowało się tego konkretnego kociaka jest mało wartościowy, bo tym samym nie uratowało się innego, tak samo potrzebującego. Życie za życie? Czym tu się cieszyć? Podpieranie argumentu zdjęciem puchatej kulki jest graniem bardzo ryzykownym, bo można dostać w zamian zdjęcie piwniczaka, który miał mniej szczęścia i właśnie umiera z wycieńczenia.
Najgorsza w tym jest szkodliwość takiego działania. Kupujący daje zarobić rozmnażaczowi, utwierdzając go w przekonaniu, że proceder wart jest zachodu.
Jakie są tego skutki? Pan rozmnażacz dalej będzie eksploatował swoje kotki i dalej będzie wystawiał kolejne mioty na sprzedaż. Straty minimalne, bo te, co nie "zejdą" można zlikwidować, albo oddać do schroniska. Kociaki nic nie jedzą, nie leczy się ich, nie odrobacza... złoty biznes. Ktoś, kto kupił jednego kociaka i żyje w przekonaniu, że go uratował, jest pośrednio odpowiedzialny za to, że jego bracia i siostry (może kilka, może kilkanaście kocich nieszczęść) z kolejnych miotów będą ofiarami handlarza. Czy to jest dobre postępowanie? Moim zdaniem NIE.
Nie można żyć w błogiej nieświadomości skutków, jakie się wywołuje swoim postępowaniem. Ktoś, kto mówi, że kupił i uratował jednego kota, musi dodać, że dał powód do rozmnożenia następnych.
Jeśli ktoś bardzo chce uratować jakiegoś bezbronnego kociaka – polecam schronisko, przytulisko, piwnice i ruiny. Tam są koty tak samo potrzebujące ratunku, tak samo ważne, ładne, kochane i miłe.
Może ktoś pomyśleć, że jednoosobowe oprotestowanie handlarza i odmowa kupna kota to działanie pozbawione sensu. Ja jestem przekonana, że wszystkie ważne zmiany zaczynały się właśnie od takich malutkich uczynków.

Chodzi o to, żeby pomyśleć globalnie. Nie tylko o tym jednym biedaku, którego ma się akurat pod nosem, ale o jego przyszłym rodzeństwie, które za kilka miesięcy też będzie cierpiało podobną niedolę oraz o takich samych biedakach, które urodziła dzika kotka i które dogorywają w jakimś paskudnym miejscu (być może niedaleko targowiska).
Dlaczego jest tylu handlarzy? Bo JEST popyt.
Podaży nie zlikwiduje się inaczej, jak tylko poprzez zaprzestanie kupowania. Widział ktoś czarny rynek z niechcianym towarem?

 

Zamiast podsumowania

Fragment opracowania autorstwa Anety Sołowiej, zamieszczonego na stronie Stowarzyszenia Obrońców Zwierząt ARKA - klik.

Żeby maksymalnie zabezpieczyć się przed przykrymi niespodziankami, które może Ci sprawić kontakt z pseudohodowcą, powinieneś kierować się następującymi wskazaniami:

NIGDY nie kupuj zwierzęcia od ludzi o nieustalonej tożsamości, prawdziwi hodowcy nie mają powodu, żeby wstydzić się swego nazwiska!

NIGDY nie dopuść do tego, żeby transakcja odbyła się bez umowy kupna/sprzedaży, żeby handlujący nie mógł wyprzeć się kontaktu z Tobą!

NIGDY nie kupuj zwierzęcia od handlarzy żywym towarem (na bazarze, na rynku, w złych warunkach)! Choć motywy jego nabycia możesz mieć najszlachetniejsze (ratowanie życia), efekt takiego postępowania i tak jest jeden – ludzie bez cienia sumienia mają się coraz lepiej, a maltretowanych przez nich istot jest coraz więcej...

NIGDY i od NIKOGO nie kupuj kotka zanim nie skończy on co najmniej dziesięciu tygodni!

NIGDY i od NIKOGO nie kupuj kotka bez książeczki szczepień. Do około siódmego tygodnia życia kocięta karmi jeszcze matka, do około ósmego tygodnia mają one dzięki karmieniu naturalne przeciwciała. Potem bezwzględnie powinny być zaszczepione i MUSI minąć jeszcze dwa tygodnie zanim nie zostanie zaobserwowana reakcja poszczepienna. Jeśli kotek jest zdrowy wszystko będzie ok, jeśli nie – właśnie po szczepieniu zwykle pojawiają się kłopoty i zakażone wirusem zwierzę zaczyna sprawiać problemy.

NIGDY nie kupuj kotka, który jest osowiały czy apatyczny, który ma biegunkę, wyciek z nosa lub oczu, któremu widać trzecią powiekę, który ma brudne uszy czy wzdęty brzuszek!

Takie objawy mogą wskazywać na poważne (nawet śmiertelne) niedomagania zdrowotne malucha. Handlarze żywym towarem bardzo często sprzedają 5-6 tygodniowe oseski, żeby kupujący mieli jak najmniejszą szansę dokładnej obserwacji i żeby zagrać na ich uczuciach. Niektórzy łudzą się, że w ich rękach kiciuś szybko odzyska siły. W rzeczywistości rzadko tak się dzieje. Najczęściej przeżywa się niestety tylko bolesne rozczarowanie.

Jeśli NAPRAWDĘ chcesz pomóc wyrwać jakąś puchatą istotkę z rąk potwora, namawiaj go raczej, żeby kiciusia ODDAŁ, nie SPRZEDAŁ. Zrozum – komuś takiemu jak on nie należy się nawet jedna złotówka, jeśli ją zarobi, będzie powtarzał swój niecny proceder w nieskończoność...

Zastanów się. A może zamiast ryzykownego zakupu spróbujesz poszukać swojej futrzastej miłości w kocim azylu, w schronisku? Tam bardzo często znajdują się koty przypominające rasowce, czekające na dom i czułe serce. Nikt Cię nie oszuka, że masz przed sobą potomka medalistów. Twoje pieniądze nie zasilą kieszeni jakiegoś hochsztaplera i niegodziwca. Będziesz miał za to szansę wyboru tego jedynego wśród całej gromady jedynych i niepowtarzalnych. Pomyśl o tym.

Szanowne Koty potrzebują weta i jedzenia!

FaniMani

Copyright 2020 © Szanowny Pan Kot - szanownypankot.org